Nasza twórczość:



      Prezentacja najciekawszych, najlepszych lub najzabawniejszych wypracowań uczniów naszej szoły. Przedstawiamy prace w wersjach oryginalnych to znaczy bez nauczycielskiej korekty.


  1. "Kwiat dobroci" Diana Rosa, klasa 4.
  2. "O Marysi i siedmiu ufoludkach" Filip Skowron, klasa 4.
  3. "O Marysi i siedmiu ufoludkach" Hania Ptaszkiewicz, klasa 4.
  4. "O Marysi i siedmiu ufoludkach" Łukasz Poskrobko, klasa 4.
  5. "Królewna Śmieszka" Ola Burtan, klasa 4.
  6. "Mój dzień w Akademii pana Kleksa" Kamil Wąsik, klasa 4.
  7. "" Bajka o Świeczce która miała Długie Życie" Karolinka Juszczyk

Kwiat dobroci.


      Dawno,dawno temu za górami, w lesie rósł kwiat dobroci,który pomagał tym, którzy mieli dobre serce. Niedaleko była wioska, w której mieszkała biedna rodzina a w niej kilkoro dzieci.W śród nich był mały 10 letni Jaś.Jaś był grzecznym dzieckiem,który bardzo chciał znaleść kwiat dobroci.
W noc świętojańską Jaś wybrał się na poszukiwanie kwiatu dobroci.Przedł bagna,lasy,rzeki i jeziora aż w końcu zobaczył świecący kwiat.Dotknął go a kwiat przemówił.
-Jestem kwiatem dobroci i pomagam tym, którzy mają dobre życzenia.Jeśli mnie zerwiesz ,spełnie je wszystkie.
Jaś zerwał kwiat dobroci i poszedł do domu.Kiedy znalazł się przed chatą,wypowiedział życzenie.
-Chcę,aby nasza rodzina żyła szczęśliwie.
Wtedy zobaczył piekny dom , z którego wołała go matka.
-Jasiu,Jasiu zaopiekuj się młodszą siostrą.Muszę iść z tatą na grzyby.
A Jaś wypowiedział kolejne życzenie.
-Chcę aby mama nie musiała ciężko pracować.
Jaś poszedł do kuchni i zobaczył na stole pełny kosz grzybów,który ojciec sprzedał na targu.Za sprzedane grzyby ojciec dostał tyle pieniędzy , że starczyło na dostatnie życie. Jaś dorósł ale nadal pozostał dobrym młodzieńceem.Ożenił się i zamieszkał z rodziczmi rodzeństwem i żoną a kwiat dobroci nie był mu potrzebny do szczęścia, ale zawsze zajmował dobre miejsce w domu.

Diana Rosa
"O Marysi i siedmiu ufoludkach."


Dawno, dawno temu za górami, za lasami żyła sobie Marysia. Była uboga, ale szczęśliwa. Pewnego dnia poszła na skraj łąki. Przystanęła. Popatrzyła się na niebo, na którym były setki ptaków. Już miała odejść, ale zobaczyła na środku polany małego borsuka, który zwinął się w kłębek i wyglądał jak mrowisko. Podeszła, a mały borsuk uciekł do lasu. Nie była zdziwiona zachowaniem borsuka, ale w myślach coś jej się nie zgadzało. Dlaczego ten borsuk był taki mały - głowiła się. Następnego dnia było tak samo, tyle, że nie zjawił się borsuk, lecz niedźwiedź. Przez następny tydzień na polanie zawsze było inne zwirzę, ale zawsze dziwnie małe. Marysia była zdziwiona, a zarazem podekscytowana.
Pewnego dnia Marysia postanowiła pójść za kolejnym, które pojawi się na polanie. Tym razem był to skunks. Zwierzę zobaczyło Marysię i zaczęło uciekać. Dziewczynka pobiegła za nim. Skunks podążał w stronę rzeki. Nagle gwałtownie skręcił w prawo i zniknął za głazem. Marysia trochę wystraszona poszła za skunksem. Nagle osłupiała ze zdziwienia. Na jej oczach skuns przemienił się w ufoludka. Był czerwony i miał cztery antenki na głowie. Obok niego stała reszta ufoludków. Marysia zorientowała się, że to były te zwierzęta z polany. Ufoludki wydały się przyjazne i zaprosiły Marysię do swojego statku. Statek był bardzo ładny. Siedem ufoludków na migi wytłumaczyły Marysi, że brakuje im paliwa, aby odlecieć na swoją planetę. Problem polegał na tym, że nie było to zwykłe paliwo, lecz sok z poziomek. Ufoludki od dwóch tygodni szukały poziomek po całym lesie. Marysia postanowiła im pomóc. Dobrze wiedziała gdzie rośnie mnóstwo tych czerwonych owoców. Nazbierali ich co nie miara. Teraz goście mogli odlecieć do domu. Marysi zrobiło się smutno, bo polubiła te śmieszne małe stworki! W dowód wdzięczności za okazaną pomoc ufoludki podarowały dziewczynce zaczarowany gwizdek. Dzięki niemu w trudnych chwilach może zagwizdać, a ufoludki przylecą z pomocą. Marysia podziękowała ze łzami w oczach. Siedmiu ufoludkom też było trudno się rozstać. Wszyscy bardzo się ze sobą związali.
Wiecie jaki z tego morał? Warto pomagać innym, bo można przez to zyskać nowych przyjaciół!

Filip Skowron
"O Marysi i siedmiu ufoludkach."


Za górami za lasami żyła sobie uboga ale piękna dziewczyna. Pewnego razu postanowiła pójść w świat. Szła i szła aż tu zobaczyła statek kosmiczny. Nagle wyszły z niego ufoludki. Marysia grzecznie przywitała się z nimi ,ale okazało się że mówili po rosyjsku. Na szczęście Marysia umiała mówić w tym języku. Ufoludki zaproponowały Marysi podróż na Marsa. Gdy dotarli Marysia zachwyciła się tą planetą. Postanowiła zostać tutaj na zawsze. Zaprzyjaźniła się z ufoludkami i pomagała im w kosmicznym gospodarstwie. Pewnego razu planetę zaatakowały złe potwory z księżyca i zabrały biedną Marysię do niewoli. Ufoludki uwolniły Marysię za pomocą lasera. Złe potwory przestraszyły się blasku i uciekły. Ufoludki uznały Marysię za swoją królową. Mars pod rządami królowej Marysi wypiękniał. Odtąd na mapach królestwo Marsa oznaczone było dużymi literami. Morał z tego taki, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Hania Ptaszkiewicz
"O Marysi i siedmiu ufoludkach."


Dawno, dawno temu w pięknym kraju żyła sobie śliczna dziewczynka Marysia. Niestety jej mama zmarła, kiedy dziewczynka miała pięć lat. Ojciec Marysi ożenił się z kobietą mieszkającą w sąsiedztwie. Była to bardzo zła starucha. Zazdrościła Marysi jej urody, życzliwości i dobrego serca. Macocha wygnała dziewczynkę z domu. Powiedziała swojemu mężowi, że dziecko poszło do lasu i nie wróciło. Tymczasem biedna sierota tułała się po okolicznych lasach. Żywiła się borówkami, poziomkami i malinami. Spała na mchu. Zwierzęta leśne przychodziły do niej i przytulały się, aby dziewczynka nie zmarzła w czasie snu.
Pewnego wieczoru na leśnej polanie wylądował statek kosmiczny. Wysiadło z niego siedmiu ufoludków. Zobaczyli zmartwioną! wystraszoną dziewczynkę. Chcieli ją bliżej poznać. Podeszli więc i przedstawili się. Szef miał na imię Ufolix, a jego drużyna to: Krufmix, Krowomix, Tofur, Tofór, Tovór, Tovur. Spodobali się dziewczynce, ponieważ byli uśmiechnięci i radośni. Poczęstowali ją smakołykami, które przywieźli z Marsa. Dziewczynka opowiedziała im swoją smutną historię.
Ufoludki postanowiły ukarać macochę. Marysia wsiadła z nimi do statku kosmicznego i z góry wskazała dom macochy. Ufoludki wylądowały w pobliżu zagrody i weszły do domu. Nie wychodziły stamtąd dość długo. Dziewczynka już się niepokoiła, czy aby jej nowym przyjaciołom nie przytrafiło się coś złego. Wtem w drzwiach ukazała się zupełnie odmieniona starucha. Jej piękny uśmiech rozświetlił całą okolicę. Z pobliskich domów wyjrzeli sąsiedzi i nie mogli się nadziwić tej odmianie.
Macocha z otwartymi ramionami przywitała Marysię. Obiecała, że już nigdy nie wyrządzi nikomu krzywdy. Dziewczynka nie wiedziała, jakim sposobem udało się ufoludkom tak wpłynąć na macochę, ale była szczęśliwa, że może wrócić do domu. Ucieszył się również jej ojciec, który sądził, że po prostu się odnalazła.
Ufoludki na pożegnanie obiecały, że w razie potrzeby przybędą z pomocą i odleciały na Marsa.

Łukasz Poskrobko
"Królewna Śmieszka."


Dawno, dawno temu za górami, za lasami,w ubogiej chatce żyła sobie piękna i młoda dziewczyna .Dziewczyna nazywała się Śmieszka, ponieważ bardzo lubiła się śmiać. Pewnego razu , gdy Śmieszka poszła na targ usłyszała ,że na zamku mieszka królewicz zaczarowany przez złą wróżkę. Czar wróżki polegał na tym, że królewicz był bardzo smutny i wciąż płakał. Król chcąc ratować swojego syna ogłosił, że kto rozśmieszy królewicza ten otrzyma jego rękę i połowę królestwa . Śmieszka postanowiła wziąć udział w zawodach i wyruszyła na zamek. Zła wróżka postanowiła przeszkodzić Śmieszce w drodze na zamek. Gdy dziewczyna szła przez las, spotkała na swej drodze smoka, który chciał ją zjeść . Smok był bardzo groźny i wielki. Śmieszka bardzo się przestraszyła, ale ponieważ chciała uratować królewicza, uśmiechnęła się i pięknie zaśpiewała smokowi śmieszną smoczą piosenkę . Smok tak się rozbawił, że puścił wolno Śmieszkę.

Gdy Śmieszka dotarła na zamek królewicz był już bardzo słaby i chory ze smutku i płaczu. Dziewczyna zbliżyła się do łóżka królewicza, delikatnie podała mu rękę i opowiedziała mu najśmieszniejszą ze wszystkich historię.

Królewicz uśmiechnął się. Gdy historia się skończyła bardzo się śmiał. Wtedy zniknął zły czar. Królewicz wyzdrowiał: śmiał się i radował. Król był bardzo szczęśliwy. Wyprawiono wesele. Królewicz i Śmieszka żyli długo i szczęśliwie a ich dzieci nazywały się Śmieszek i Śmiesznotka .

Morał z tej baśni: Zawsze bądź radosny, pogodny i dobry dla innych a twoja radość będzie lekarstwem na ich smutek !!

Ola Burtan
"Mój dzień w Akademii pana Kleksa."


Nazywam się Amil i właśnie zacząłem naukę w Akademii pana Kleksa. Dzień w Akademii wygląda tak: rano wstajemy.... a z resztą mój najlepszy przyjaciel Adaś Niezgódka chyba wam już o tym opowiadał. Ja opowiem wam przygodę, którą przeżyłem czwartego dnia mojego pobytu w Akademii. Tego dnia obudzono nas dziwnie wcześnie: umyliśmy się w złym soku a na dodatek pan Kleks nie sprawdził naszych sennych lusterek! Gdy szliśmy do klasy, natknęliśmy się na pana Kleksa rozmawiającego z inspektorem Gadżetem. Nie wiem, czy Adaś wam wspominał, ale w podziemiach Akademii znajduje się taki sam mur jak przed Akademią, z tym, że furtki prowadzą nie do baśni, ale do przeróżnych filmów, kreskówek i seriali. Pan Kleks oznajmił:
- Dziś na lekcji kleksografii zabieram was do kreskówki o kleksach. Mamy tam do spełnienia ważną misję.
Ponieważ właśnie miała być lekcja kleksografii, od razu zeszliśmy do podziemi i weszliśmy do kreskówki o kleksach. Była tam noc: kleksowe koniki polne wydawały cudne odgłosy, gwiazdy jasno świeciły, ale czegoś brakowało. Wtedy pan Kleks powiedział:
-Jak więc już wiecie, jesteśmy w kreskówce o kleksach i pewnie niektórzy domyślają się, dlaczego. Otóż ktoś ukradł księżyc!
To wyjaśniało, czego brakowało i w jakiej sprawie odwiedził Akademię inspektor Gadżet. Zaproponował nam, żebyśmy pomogli mu odnaleźć księżyc. Z chęcią przyjęliśmy propozycję wzięcia udziału w śledztwie. Podzieleni w pary zaczęliśmy szukać wskazówek. Po dwóch godzinach mozolnych poszukiwań ja z Adasiem znaleźliśmy sieć, duży kamień oraz ślady prowadzące na południe. Gdy pan Kleks zobaczył nasze znaleziska - ogromnie się ucieszył i wręczył nam po trzy duże piegi.
-Chyba już mam podejrzanych! – zawołał - Antosiu biegnij do filmu "Mali Agenci 3D" i pożycz pojazdy wyścigowe dla wszystkich. Po chwili pojawił się Antek na pojeździe holując za sobą 26 innych. Szybko wsiedliśmy na pojazdy i ruszyliśmy w pościg. Minęło parę godzin i zauważyliśmy dwóch chłopców. Wtedy pan Kleks krzyknął:
-Aha, Jacek i Placek. Stójcie złodzieje!!! Zaczęli uciekać, ale gdy zobaczyli pana Kleksa - stanęli.
-Oddajcie Księżyc! - powiedział pan Kleks. Jacek odpowiedział:
-Nie mamy go. Przeszedł w nów i zniknął!
-Ojojoj - mruknął pan Kleks i dodał:
-A gdzie to było?
-Jakieś 5 km stąd na północ - powiedział Placek. Pan Kleks zwrócił się do mnie:
-Amilku, zbierz chłopców - jedziemy na północ!
Po chwili zebrałem już wszystkich i ponownie wyruszyliśmy na poszukiwania. Nagle jeden z Alfredów krzyknął:
-Patrzcie chłopaki jakiego znalazłem rogalika!
Gdy pan Kleks to usłyszał, szybko podbiegł do chłopca. Wyrwał mu rogalik i powiedział zdenerwowanym tonem:
-Nie jedz tego Alfredzie! To nie rogalik, to księżyc.
Po czym uniósł się w powietrze i zawiesił księżyc. Po paru sekundach zrobiło się jaśniej.
-No chłopcy pora wracać. Nasza misja zakończona. Za pięć minut zaczyna się lekcja przędzenia liter.
Gdy dotarliśmy do furtki pożegnaliśmy się z inspektorem Gadżetem i wróciliśmy do Akademii.

Kamil Wąsik
" Bajka o Świeczce która miała Długie Życie"


Pewnego razu była bardzo piękna świeczka o imieniu Mela. Była najpiękniejszą świeczką w domu. Nawet inne świeczki jej się kłaniały.
A zapałki, kiedy chciały ją zapalić, mówiły tak :
- Jaka pani cudna! Jak pani pięknie pachnie, gdy panią zapalamy!
Pewnego dnia Świeczka o Długim Życiu nie chciała, żeby ją zapalano. Powiedziała zapałkom:
- Mój knocik jest za krótki, żeby mnie zapalać!
A zapałki chórem zawołały:
- Moja miła, przecież ty zawsze będziesz miała długie życie!
- Długie życie?
– zdziwiła się Świeczka.
– Jak to, przecież każdą świeczkę, którą znam, wypalają w jeden dzień! Muszę się wybrać w daleką podróż, żebym rzeczywiście miała długie życie.
No i spakowała się. Zabrała ze sobą zapałki, długi knocik i swoją podstawkę (nie pisz babciu „lichtarzyk”, bo dzieci nie zrozumieją !) . Następnego dnia świeczka uczepiła się śmieci, które ktoś wynosił do ciężarówki
i powiedziała:
- Naprzód! Wybiła godzina!
Jechała jeden dzień, drugi, trzeci, czwarty i piaty. Potem przepłynęła morze.
Patrzy – jakieś nieznane miasto. Jakieś wielkie namioty, skóry porozwieszane. (W jej domu też takie były, tylko że przy kominku. A tu leżą przed namiotami).
Świeczka przeczytała:„Indiańska wioska”, bo czytać uczyła się razem z dziewczynką, wieczorami. A te litery były ogromne, większe niż w gazecie lub w książce.
Nadchodzi wielki człowiek, podobny do Wodza, pyta:
- Co ty tu robisz moja mała świeczuszko?
- Ja przyjechałam tutaj na wakacje, bo nie chcę się zestarzeć w domu! Wódz pyta:
- Świeczuszko moja mała, czy będziesz mogła zapalać nasze pochodnie?
- No, jasne! – powiedziała świeczka – tylko nie za dużo!
Bała się, że się zestarzeje.
No, a Wódz? Zgodził się, jak to Wódz.
Zrobił świeczce bardzo milutki kącik, który przypominał mały, ale to naprawdę malutki kominek.
Świeczka zamieszkała w kąciku kominka. Jak było trzeba - zapalała pochodnie.
I nagle zrobiła się strasznie mała.
W dniu, w którym przyszedł wróg, Wódz powiedział:
- Musimy cię, niestety, znowu zapalić...
Zgodziła się.
I już jej nie było.
Ale - co to? - coś innego świeci na jej miejscu?
Była to ta sama świeczka, tylko w innej postaci.
Zapałki miały rację.
Ona nie mogła zginąć.
Z tego wynika, moi złoci, że jak macie jakąś niezwykłą świeczkę, to będziecie ją mieć przez całe życie.


Karolinka Juszczyk
ul. Forteczna 54
30-437 Kraków
tel.(012) 262-20-94
fax.(012) 262-01-03